niedziela, 20 stycznia 2013

Bankrut w wieku 18 lat


Od kilku miesięcy opisujemy problemy 18-latka, który w dorosłe życie mógł wejść bajecznie bogaty, a ma gigantyczne długi. Ale pojawiła się nadzieja na wyjście z kłopotów. Urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości przeprowadzili kontrolę i okazało się, że sąd popełnił wiele błędów w sprawie chłopca.


Patrykowi Palencie babcia zapisała spadek, a dokładnie ziemię - 6 tysięcy metrów kwadratowych w Podlesiu, jednej z najbogatszych dzielnic Katowic. Do uzyskania pełnoletności Patryka majątkiem zarządzali jego rodzice. Oboje od lat mają problem z alkoholem, rodzina była pod opieką MOPS-u.

W 2007 r. rodzice chłopca zwrócili się do sądu o zgodę na sprzedaż jednej z działek. I sąd się do niej przychylił. Jego zastrzeżeń nie wzbudzała bardzo niska cena - metr ziemi kosztował 5 zł, gdy w Podlesiu ceny sięgały już 90 zł za metr. Działka miała być sprzedana za 124 tys. zł jednemu z właścicieli firm transportowych w Katowicach, który nie chce rozmawiać o tej transakcji.

Rodzice Patryka twierdzą, że kiedy podpisywali umowę, oboje byli pijani. Kiedy wytrzeźwieli, w dokumencie wyczytali, że sprzedali działkę za niecałe 30 tys. zł. Postanowili więc sprzedać ją jeszcze raz. Kolejny nabywca dał im zaliczkę, ale kiedy odkrył, że kupuje sprzedaną już ziemię, zażądał jej zwrotu. Ale rodzice zdążyli przepić pieniądze. Wierzyciele zgłosili się do komornika, a ten zajął całą ziemię Patryka. Chłopak kilka miesięcy temu skończył 18 lat i przejął spadek, a wraz z nim całe zadłużenie. Właściciel firmy transportowej wygrał sprawę w sądzie, Patryk musi mu oddać 124 tys. zł. Kolejne zadłużenie 18-latka wynosi ponad 230 tys. zł (to kwota z odsetkami, jaką za ziemię zapłacił drugi kupujący). Ziemia po babci została wystawiona przez komornika na licytację, ale nie znalazł się chętny.



Sąd powinien kierować się dobrem dziecka

Kiedy o sprawie napisaliśmy po raz pierwszy, zainteresowała się nią poseł Julia Pitera. - Sąd w swoich orzeczeniach powinien kierować się dobrem dziecka. W tym przypadku tak się nie stało - podkreśla posłanka, która w sprawie przejętych przez Patryka długów złożyła w Sejmie interpelację. Trzy dni temu nadeszła odpowiedź.

Urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości przeprowadzili kontrolę i okazało się, że sprawy spadku Patryka były prowadzone bez nadzoru prezesów katowickiego Sądu Okręgowego i Sądu Rejonowego Katowice-Zachód. Wykazano również, że sąd przy podejmowaniu decyzji związanych ze zbyciem i podziałem nieruchomości Patryka nie zobowiązał jego rodziców do sporządzenia inwentarza majątku, zabezpieczenia uzyskanej gotówki czy składania sprawozdań z zarządzania majątkiem dziecka. Później, widząc nieprawidłowości w działaniu rodziców, sąd mógł im odebrać zarząd majątkiem i powierzyć go kuratorowi, który podlega kontroli sądu. Sąd nie zalecił też przeprowadzenia przez kuratora wywiadu środowiskowego dotyczącego Patryka.

Rodzice się wyprowadzili, rodzeństwo w domu dziecka

- Wystarczyło skierować zapytanie do MOPS-u. Sąd nawet nie sprawdził po udzieleniu zgody na pierwszą transakcję, czy kwota z zakupu wpłynęła na konto spadkobiercy - przyznaje mecenas Magdalena Grimm, która zajmuje się sprawami 18-latka. Jak dodaje, wyniki kontroli ją cieszą, bo wreszcie pojawia się nadzieja na rozwiązanie kłopotów. Urzędnicy wskazują bowiem, że po zakończeniu wszystkich spraw sądowych Patrykowi przysługuje prawo złożenia specjalnej skargi na działanie sądu i ma możliwość staranie się o odszkodowanie od państwa na pokrycie długów. - Wreszcie czarno na białym mamy wytyczne, które mogą pomóc - cieszy się adwokatka.

Z interwencji posłanki cieszy się też Patryk i jego rok starsza siostra Ania. Zwłaszcza że od jakiegoś czasu pozostawieni są sami sobie. - Mama cały czas piła. Nie wytrzymywałam i wzywałam policję. W końcu rodzice się od nas wyprowadzili, wynajęli gdzieś mieszkanie. Zostawili nas bez pieniędzy, bez opału na zimę. Od wszystkiego umyli ręce. Muszę złożyć wniosek o płacenie alimentów, bo wciąż się jeszcze uczę - mówi Ania. Ich najmłodsze rodzeństwo - Błażej i Marta - od kilku tygodniu mieszka w dwóch różnych domach dziecka. - Walczę o to, żeby zabrać ich na święta do domu - dodaje Ania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz